Wspomnienia Romana Kindy

Uniwersytet przygotował mnie do życia zawodowego

Roman Kinda, Prezes Navimor International Sp. z o.o.

  • Studiował Pan w latach 70. na Wydziale Ekonomiki Transportu. Proszę podzielić się z nami swoimi wspomnieniami o tamtym czasie.
  • Tak jestem absolwentem UG i jestem bardzo dumny z faktu, że ukończyłem Handel Zagraniczny na Wydziale Ekonomiki Transportu. Studiowałem na przełomie lat 70 i 80. Był to dla mnie fenomenalny czas. Studia to zawsze specjalny okres dla każdego młodego człowieka; wiadomo: młodość, nowe miasto, nowe otoczenie i wszystko absolutnie inne. Uniwersytet Gdański to uczelnia, która zawsze była i jest zaliczana do wyjątkowych z dwóch powodów: pierwszy z nich - to wysoki poziom edukacji - już wówczas np. handel zagraniczny był kierunkiem, który dawał bardzo szeroką wiedzę na temat handlu w wielkim świecie. A trzeba pamiętać, że teorie dotyczące wolnego handlu były bardzo odmienne od otaczających nas realiów, gdyż w Polsce wtedy mieliśmy pełen socjalizm. Drugim wyróżnikiem Uniwersytetu Gdańskiego jest jego atrakcyjna lokalizacja, przecież Sopot to letnia stolica Polski i wszystkie z tym związane atrakcje. Te dwa elementy czynią naszą uczelnię wyjątkową. Większość moich kolegów absolwentów, z którymi miałem okazję rozmawiać jest dumna z faktu ukończenia właśnie Uniwersytetu Gdańskiego. Dodatkowym powodem mojego zadowolenia z wyboru kierunku studiów i uczelni jest fakt, że wybierając handel zagraniczny niejako od początku ukształtowałem swoją zawodową przyszłość. Nie zawsze przecież wybór kierunku studiów pokrywa się potem z wykonywanym przez siebie zawodem. Tymczasem u mnie idealnie się to złożyło, co bardzo mi pomogło w dalszej karierze zawodowej.
  • Jakich wykładowców z tamtych czasów Pan najbardziej wspomina?
  • Chciałbym tu wymienić trzy osoby, które najbardziej zapamiętałem : Dr.Maciej Rydel wykładając Marketing już wtedy mówił o tematach, które były u nas całkowicie nieznane i tym bardziej niestosowane, dodatkowo – miał niezwykle ciekawy i ekstrawagancki jak na tamte czasy sposób przekazywania wiedzy , co spotykało się z niezwykłym zainteresowaniem studentów. Równie miło wspominam wykłady z prawa morskiego śp. Prof.dr hab.Jerzego Młynarczyka. Tu z kolei – z jednej strony ogromna wiedza wykładowcy na temat prawa, a z drugiej jego sportowa pasja sprawiały, że był wyjątkowym przykładem dla studentów. Ponieważ sam uprawiałem sport to było dla mnie potwierdzenie, że można być zarówno świetnym sportowcem, jak i znakomitym naukowcem. Trzecia postać, dla mnie wyjątkowa i wyróżniająca się, – chociaż chciałbym zaznaczyć, że na wydziale było bardzo wielu wybitnych specjalistów, to Prof.dr hab Dariusz Filar. On z kolei uczył historii stosunków ekonomicznych i zarządzania międzynarodowego. Ponieważ Darek, jako wykładowca był tylko kilka lat od nas starszy bardzo nam to imponowało, że mimo młodego wieku posiada już tak szeroką wiedzę i tytuły naukowe. Jego wykłady były niezwykle ciekawe. Zresztą, jak wiemy, obecnie pisze książki nie tylko z dziedziny ekonomii. Wiele zajęć i wykładów z naszymi wykładowcami było kontynuowanych na „prywatnej stopie” w słynnym „ Złotym Ulu’’ na Monte Casino w Sopocie. Po za nimi do grona wykładowców należała także moja siostra Bogna Kinda, która po ukończeniu naszej uczelni zrobiła tam również doktorat. Po kilku latach pracy, jako wykładowca na UG wyjechała do Włoch, gdzie po nostryfikacji dyplomów została jednym z kluczowych Dyrektorów jednego z banków włoskich. Druga moja siostra – Alicja także studiowała na UG i ukończyła Transport Morski. Można śmiało powiedzieć, że Uniwersytet odegrał bardzo ważną rolę w życiu całej naszej rodziny.
  • Czy kontakty studenckie również miały wpływ na Pana życie zawodowe?
  • Tak, oczywiście. Kiedy studiowałem środowisko studentów było niezwykle barwne. Na wydziale ekonomicznym oraz prawa i administracji studiowało wielu przyszłych prezydentów, premierów i wielu ministrów.
    Studenci spoza Trójmiasta mieszkali głównie w akademiku i to tu te kontakty były bardzo częste i bardzo aktywne. Jednym z ważniejszych dla mnie momentów życia studenckiego był ten, kiedy jako działacza Rady Studentów przydzielono mnie do komisji zagranicznej i dostałem za zadanie opiekowanie się grupą studentów zagranicznych studiujących na UG. Byli to głównie młodzi ludzie z Afryki. Wiele barwnych historii towarzyszyło ich pobytowi. Nigdy nie sądziłem, że ten epizod, moje pierwsze kontakty z Afrykańczykami nabiorą potem takiego znaczenia w moim życiu zawodowym. Znaczna część mojej kariery zawodowej była, bowiem związana bezpośrednio z Afryką. Po studiach, po kilkuletnim stażu w Polsce wyjechałem na kilka lat do pracy do Nigerii. Tam spotkałem studenta i doktoranta naszego wydziału Pana Raymonda Dokpesi. Nigeryjczyka, który to wykorzystując wiedzę, zdobytą w Polsce, już na miejscu w swoim kraju zrobił nieprawdopodobną karierę – zostając magnatem medialnym i multimilionerem. Nasze drogi, które zaczęły się na Uniwersytecie Gdańskim – zeszły się ponownie w Afryce. On pomógł naszej firmie Navimor-owi uzyskać pierwszy duży kontrakt dzięki swoim lokalnym kontaktom.
  • Wspomniał Pan, że uczył się o rzeczach w Polsce wówczas nieznanych. W jaki sposób mógł Pan wykorzystać potem tą wiedzę?
  • W bardzo praktyczny sposób. Przekazana mi na uniwersytecie teoria bardzo mi się później przydała. Proszę sobie wyobrazić, że studiowaliśmy na handlu zagranicznym Incoterms, Ekonomię Kapitalizmu używaliśmy terminologii i zdobywaliśmy wiedzę, która w Polsce nie miała praktycznego odzwierciedlenia. Ponieważ nie było prawdziwych banków tylko „kasy” handel odbywał się tylko przez wydzielone państwowe firmy, a wymiana handlowa była bardzo ograniczona. Wydawałoby się, więc, że wiedza, którą zdobywamy jest stricte teoretyczna. Po czym po 4 latach, wielu z nas trafiło do pracy za granicą i ta cała nasza nauka nabrała bardzo realnego wymiaru – np. mieliśmy do czynienia z bankami, które funkcjonowały jak banki, a nie spółdzielnie. Ja osobiście miałem dodatkowo to szczęście, że pracowałem w Nigerii gdzie kapitalizm dopiero, co się kształtował i gdzie wszystkie akademickie reguły można było poznawać w praktyce.
    Bardzo wielu moich kolegów wyjechało do pracy do USA, Kanady czy do Niemiec, gdzie systemy korporacyjne już były bardzo zaawansowane. Ja mogłem patrzeć jak początkowa faza kapitalizmu się rozwija. Pamiętam, jak jako szef firmy dostałem po pierwszym spotkaniu w banku nigeryjskim telebook i książeczkę czekową. Uczyłem się o tym, ale nigdy nie widziałem ich na oczy, musiałem samodzielnie uzgadniać z bankiem linie kredytowe i warunki akredytywy do Polski z ramienia firm nigeryjskich, odprawiałem samodzielnie towary w portach …etc. Niech ten drobny przykład zobrazuje praktyczną weryfikację zdobytej na uniwersytecie wiedzy, która przyznaje – wypadła nieźle. Najlepszy dowód, że po kilku latach pracy w Nigerii zaproponowano mi kierownicze stanowiska w firmach nigeryjsko – amerykańskiej, a potem holenderskiej. Czyli studia dały mi, jako absolwentowi, doskonałe możliwości dostosowywania się do nowych warunków, a także dały mi wyjątkową szansę, jak na tamte czasy, uzyskania bardzo wysokich zarobków. Kolejny efekt naszej edukacji na UG, to możliwość wykorzystania całej tej wiedzy, którą zdobyliśmy podczas studiów już na miejscu w nowej Polsce po latach 90 –tych.
  • Wspomniał Pan o barwnych historiach związanych z pobytem studentów z Afryki w UG. Czy może Pan podzielić się z nami którąś z nich?
  • Mieliśmy studentów z wielu krajów Afryki w tym z Nigerii, Kongo i Ugandy. Poznawaliśmy ich całkiem odmiennie kultury i warunki życia w Afryce np. jedną z ciekawostek nas szokujących była forma wspólnych posiłków na stołówce studenckiej , nasi koledzy z Afryki mieli zwyczaj wsypywać wszystkie przyprawy stojące na stołach do swoich posiłków. Powstawały z tego specyficzne dania. Próbowaliśmy im doradzać na początku, że to może jednak za dużo. Kiedy mimo naszych uwag przez miesiąc robili to samo – po prostu dostawali z kuchni całe puszki przypraw i sypali je w ogromnych ilościach twierdząc, że bez nich nasze jedzenie jest „niejadalne” .Kiedy poprosiliśmy ich o przygotowanie jakiejś narodowej potrawy, to w efekcie ugotowali dla nas bardzo pikantne danie z kozy , której to przysmakiem miały być pływające w oczy. Musieliśmy im zabronić dalszego gotowania we wspólnej kuchni, bo po tej uczcie w akademiku przez miesiąc nie dało się wytrzymać. Ponadto pamiętam, że nasi koledzy z Afryki bardzo szybko uczyli się języka polskiego, ale także notorycznie się spóźniali na wszelkiego rodzaju zajęcia, mówiąc, że „ Wy Europejczycy macie zegarki, a my mamy czas.” Charakterystyczne dla naszych wzajemnych relacji było też to, że o ile między sobą mieli różne konflikty, które przenosili z Afryki, a które dla nas były zupełnie nieczytelne – o tyle kontakty między nami były zupełnie bezproblemowe. I podobnie odczuwałem to potem podczas pracy w Afryce. Na studiach wyjaśnił nam to jeden z Afrykańczyków mówiąc: my z wami, Polakami, nie mamy żadnych powodów do konfliktów, bo wy nigdy nie byliście kolonistami. I to prawda – wielokrotnie używałem tego argumentu w rozmowach w Afryce, że my jesteśmy wolni od takich obciążeń kolonialnych, które jednak większość krajów europejskich ma. To jest coś, czego my nie czujemy, ale w Afryce to się liczy.
  • Większą część życia zawodowego związał Pan z Afryką. Z jakich prac tam realizowanych jest Pan najbardziej zadowolony?
  • Z krajami afrykańskimi współpracowałem od ponad 30 lat. Nasza firma zrealizowała w Afryce wiele projektów w tym: budowę Stoczni Nigerdock w Lagos, budowę i dostawę ponad 100 różnych typów statków w tym : łodzi rybackich do połowów tropikalnych, małych promów pasażerskich , a także kilkadziesiąt trawlerów przetwórni krewetek, wiele różnorodnych dostaw towarów i usług technicznych. Największym wyzwaniem dla firmy i dla mnie osobiście był projekt, budowy od podstaw nowocześniej Akademii Morskiej w Moçâmedes w Angoli. Jestem z niego bardzo dumny , gdyż „My Polacy „ zrealizowaliśmy największy projekt edukacyjny Unii Europejskiej w Afryce.
    Żaden kraj z Europy nie zrobił na polu edukacji dla Afryki więcej niż my. Zakończyliśmy to przedsięwzięcie w lipcu zeszłego roku. Zbudowaliśmy Akademię na 90 hektarowym pustynnym wybrzeżu prowincji Namibe z niektórymi rozwiązaniami nowocześniejszymi niż w Polsce – np. centrum ratownictwa, które ma swój własny basen o takich wymiarach ( 50m *20m ), którego nie mają nawet uczelnie w Polsce. Doprowadziliśmy wodę, energię, wybudowaliśmy kompleks budynków akademickich, centra szkoleniowe, osiedle domów dla profesorów oraz akademiki ( wszystko w elementach przywiezione z Polski ) Zainstalowaliśmy także ekologiczną modularną oczyszczalnię ścieków. Większość wyposażenia uczelni, materiałów oraz sprzętu w tym m.in. centrum symulatorów, dostarczone były także z Polski. W sumie w tym projekcie brało udział ponad 90 polskich firm. Z jednej strony ogromne przedsięwzięcie logistyczno – organizacyjne, a z drugiej strony transfer know how tj. – programów naukowych z pakietami książek , programów szkoleniowych , certyfikatów, które nasz partner naukowy - Akademia Morska w Gdyni zdobywała przez 90 lat. Wyszkoliliśmy w Polsce na Akademii Morskiej w Gdyni 22 przyszłych angolańskich wykładowców wchodzących w skład kadry szkoleniowej nowej uczelni. I oni z tego korzystają. Pierwsza grupa 550 studentów rozpoczęła już swoją naukę we wrześniu 2017 r. na tym polega wyjątkowość tego projektu, a więc stworzyliśmy szanse edukacji dla przyszłych pokoleń Angolańczyków.
  • Studiował Pan na młodym, bo pięcioletnim uniwersytecie – czy widać było nowoczesność tej instytucji?
  • Tak, było widać, właśnie to o czym mówię – że np. na zwykły spektakl studencki przyszedł pan rektor Sokołowski z żoną to było niemożliwe gdzie indziej! To było takie myślenie, żeby to, co robimy wesprzeć też swoją obecnością. A dla nas przyjście profesorów, rektora, obok naszych rówieśników to było niezwykle ważne. Już w liceum czułem tą otwartość ludzi w Gdańsku. Na uniwersytecie poznałem zresztą dyrektora Teatru Wybrzeże Stanisława Hebanowskiego, którego na nasz spektakl przyprowadził aktor Florian Staniewski. Potem spotkaliśmy się kiedy reżyserowałem w Szczecinie. Chyba to brało się stąd, że było tu dużo osób z różnych stron świata. Np. repatrianci ze Lwowa czy Wilna mieli inny pogląd na historię – nikt z nich nie wielbił Armii Czerwonej, znali też prawdę o Katyniu. Dla nas to były oczywiste rzeczy, a kłamstwa komunistyczne były tak głupie, że po prostu my się z tego śmialiśmy. I podobnie było na uniwersytecie – nie pamiętam żadnych restrykcji. Problemy z cenzurą mieliśmy jak każdy teatr studencki wówczas. Miałem takie poczucie, że jesteśmy my - ludzie z uniwersytetu i oni - czyli cenzura. Nie było ingerencji władz uniwersytetu, która chciałaby zastąpić cenzurę. Miałem rok temu na dawnym wydziale humanistycznym zajęcia i teraz te pomieszczenia są potwornie nienowoczesne, ale wtedy- w latach siedemdziesiątych to była nowość, wszystko pachniało nowością. Mieliśmy poczucie, że kształcimy się w nowoczesnych, jasnych wnętrzach. Dobrze było się urodzić w Gdańsku i tu studia skończyć.
  • Właściwie powinnam była zacząć od tego pytania, dlaczego wybrał handel zagraniczny w Uniwersytecie Gdańskim?
  • To bardzo dobre pytanie, bo ja faktycznie dosłownie wybrałem swoje studia. W tym czasie w średniej szkole panował system promujący najlepszych uczniów, a wiec mając najlepsze oceny w moim LO mogłem wybrać dowolny kierunek studiów i uczelnię. Brałem pod uwagę architekturę albo handel zagraniczny. Zastanawiałem się nie nad uczelniami – politechnika czy uniwersytet, ale konkretnie nad kierunkami, które w sumie są dosyć odległe. Cieszę się, że wybrałem uniwersytet, choć sądzę, że pewnie i na architekturze spełniłbym swoje aspiracje, ponieważ częścią działalności naszej firmy jest też deweloperka. Poza projektami afrykańskimi w Gdańsku zrealizowaliśmy bardzo duży projekt „Waterfront Szafarnia”, gdzie obok budowy kompleksu mieszkalnego odrestaurowaliśmy niszczejący XVII wieczny spichlerz i zaadaptowaliśmy go na wyjątkowy 5 gwiazdkowy hotel o dumnej nazwie HOTEL GDAŃSK Boutique, który łączy gdańską tradycję ze współczesną elegancją.
  • Jakie credo chciałby Pan przekazać naszym studentom?
  • Młodzi ludzie powinni pamiętać, że czas studiów to jest niezwykle ważna część ich życia, którą należy bardzo dobrze wykorzystać, bo jest podwaliną pod przyszłe życie zawodowe. Należy, więc być otwartym, kreatywnym i zaangażowanym. Cechy te, są absolutnym wymogiem obecnego czasu. Jeśli młodzi ludzie zamkną się tylko w świecie wirtualnym, co jest obecnie tak popularne to niekoniecznie osiągną to, co oferuje im prawdziwe życie. Ale, zaznaczam – nikt nie ma wyłączności na mądre rady, a ponadto młodzi ludzie, jak my kiedyś niechętnie ich słuchają. Ja chciałbym jeszcze raz podkreślić, że UG przygotował mnie znakomicie do mojego życia zawodowego i nie jest to jedynie grzecznościowa formuła, ale niezaprzeczalny fakt. Jestem naprawdę dumny z tego, że ukończyłem handel zagraniczny na UG.
  • Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Magdalena Nieczuja – Goniszewska